Bez kategorii, Madera, miejsca, Południowe Wybrzeże Madery
Leave a comment

Południowe Wybrzeże Madery cz. 1

Największym grzechem, jaki możecie popełnić na Maderze jest ograniczenie swojego wypoczynku do pobytu w hotelu. Świetnie rozumiem podstawową potrzebę leniuchowania, ale można zrealizować ją w innym miejscu na świecie. Wybór jest ogromny! Lądując na Maderze przygotujcie się wszystkimi zmysłami na aktywność – wyspa oferuje niesamowitą ilość różnorodnych tras i wycieczek. W ciągu pięciu dni udało nam się zrealizować program minimum, w ciągu kolejnych dwóch – wynudziliśmy się jak mopsy przy basenie. I o to chodziło.

PRAKTYCZNE WSKAZÓWKI

Po wyspie możecie poruszać się na kilka różnych sposobów – komunikacją miejską, wynajętą taksówką czy samochodem. Autobusy kursują dość punktualnie, bilety nie są drogie, ale trzeba uzbroić się w cierpliwość. Przystanki są gęsto rozsiane po małych miejscowościach i stworzone głównie z myślą o mieszkańcach wyspy. Poniżej znajdziecie podział komunikacji autobusowej:

  • Horarios do Funchal – obsługuje głównie ruch w okolicy Funchal, jak i w samym mieście
  • Rodeste – obsługuje ruch w zachodniej części wyspy (m.in. na trasie, którą prezentuję poniżej)
  • SAM – obsługuje ruch we wschodniej części wyspy (m.in. Canical, Porto Cruz, Machico)

Oczywiście najpełniej odkryjecie Maderę podróżując niezależnie, wynajętym autem, ale podkreślam, że są to drogi dla doświadczonych i wprawionych kierowców.

My zdecydowaliśmy się na samochód, wynajęty za pośrednictwem jednej z trzech firm, polecanych przez hotelową recepcję. Już w drodze z lotniska zwróciliśmy uwagę na spektakularną sieć dróg, rozrzuconą serpentynami na zielonych zboczach, wybraliśmy więc samochód z nieco mocniejszym silnikiem, ale jak się szybko okazało – 90 koni mechanicznych miejscami nie dawało rady.

drogi Madery

Duże nachylenia drogi, 90 stopniowe zakręty, brak miejsca na wyprzedzanie – tak, przez sporą część podróży mieliśmy palpitacje serca i mówiliśmy do siebie podniesionym głosem. Drogi bywają karkołomne, trudne, ale tym samym niesamowicie ciekawe, a widoki są oszałamiające!

drogi Madery

Samochód był do naszej dyspozycji przez krótkie 3 dni, więc siłą rzeczy nie daliśmy rady objechać całej wyspy, nie wspominając już o wycieczkach po słynnych lewadach. Udało nam się zorganizować tzw. dzienne programy minimum, które objęły:

DZIEŃ 1 – południowe wybrzeże część 1

DZIEŃ 2 – południowe wybrzeże część 2

DZIEŃ 3 – północne wybrzeże

Zapraszam Was w podróż trasą nr 1 wzdłuż południowego wybrzeża Madery. Ta wycieczka zajęła nam cały dzień – o godzinie 23:00 padliśmy wyczerpani na hotelowe łóżka.

Program Minimum – Dzień 1

TRASA: Funchal – Camara de Lobos – Cabo Girao – Ribeira Brava – Ponta do Sol – Madalena do Mar – Praia de Calheta – Prezeres – Jardim do Mar

 

Camara de Lobos

Camara de Lobos

Pierwszym przystankiem jest miasteczko Camara de Lobos – malownicze i mieniące się tysiącami kolorów, bo właśnie z okazji święta patrona, na Camara de Lobos została rzucona „sieć” migoczących łańcuszków z kolorowego plastiku, przez które przelewa się słońce. Depcząc kolorowe plamki docieramy do zbiegu wąskich uliczek, wśród których, kryje się kilka barów serwujących Nikitę – sławny drink na bazie białego wina, piwa, lodów waniliowych, kawałków ananasa i cukru trzcinowego.

drink Nikita

Przy zatoce niespiesznie wypijamy kawę  i przypatrujemy się pracy przy warsztatach szkutniczych. Nie dziwi mnie miłość sir Winstona Churchilla do tego miasteczka (spędzał tu całe tygodnie przy sztaludze). Jest leniwie, rozkosznie ciepło, miejscowi grają w karty, nieliczni turyści zaczynają dzień od drinka.  A wszystko to na tle majestatycznego Cabo Girao, które jest kolejnym punktem na naszej mapie. Jeśli będziecie na tyle odważni, by dostać się tam wąskimi uliczkami wiodącymi wzdłuż wybrzeża, w połowie drogi załapiecie się na prawdziwą gratkę – przejażdżkę mało uczęszczaną (wybudowaną dla miejscowych rolników) kolejką linową Teleferico do Rancho. Bardzo możliwe, że będziecie w niej jedynymi turystami. Więcej informacji znajdziecie tu.

Camara de Lobos madeira

 

Cabo Girao

Cabo Girao Madeira

Zdjęcie na szklanym tarasie wzniesienia Cabo Girao to punkt obowiązkowy każdej wycieczki. Świat wygląda zupełnie inaczej z perspektywy 589m i oceanu pod stopami. Wszyscy dookoła strzelają sobie selfie ze sticków, więc po chwili zapominam, że mam świat u stóp. Droga na szczyt to zapowiedź tras, które będą nas zaskakiwać przez kolejne dni – bywa groźnie, ale pięknie. Zerkam ostatni raz na migoczący ocean i ruszamy dalej, omijając turystyczne stragany, przy których odpoczywają psy

Cabo Girao Madeira

Cabo Girao Madera

_dsc7263

Cabo Girao Madera

Cabo Girao Madera

Ribeira Brava

Ribeira Bravo Santos Populares

Miasteczko Ribeira Brava znane jest mieszkańcom przede wszystkim z wielkiej fety, która ma tu miejsce pod koniec czerwca, podczas obchodów dnia św. Piotra.  Mieliśmy ogromne szczęście stać się częścią tej tradycji i w towarzystwie maderyjskich rodzin, objadaliśmy się przepyszną espetadą. Więcej o tej wyjątkowej uczcie przeczytacie tutaj. Tym, którzy planują odwiedzić Ribeira Brava w innych miesiącach niż czerwiec, polecam spacer miejską promenadą (koniecznie przez krótki tunel, prowadzący do zacisznego portu) i lenistwo na małej miejskiej plaży.

Ribeira Brava Santos Populares

Ribeira Brava

Ribeira Brava Madeira

Ribeira Brava Madera

Ribeira Brava Madera

Ponta do Sol

Ponta do Sol

Pora na pierwszą kąpiel dzisiejszej podróży. W Ponta do Sol, czyli „Słonecznym Koniuszku”, najbardziej słonecznym miejscu na Maderze, wydaję się to wręcz obowiązkowe. Łapiemy promienie w małej zatoczce, otoczonej solidnym falochronem i ruszamy dalej.

Ponta do Sol Madeira

Madalena do Mar

To  kolejna kolorowa wioska rybacka, ciągnąca się malowniczo wzdłuż oceanu. Na wybrzeżu przycupnęło kilka kolorowych domków, przed którymi leżą rozpostarte sieci rybackie. Na zachodnim krańcu miasteczka spacerujemy nowoczesną i estetyczną promenadą z kilkoma restauracjami i barami. Jest tu zacisznie, spokojnie, a woda wydaje się być znacznie cieplejsza.

Praia de Calheta

Prahia de Calheta Madera

Pora na relaks na jednej z nielicznych piaszczystych plaż na wyspie, stworzonej dla turystycznej masy. Ten złoty piasek leżał kiedyś na plażach Maroka, a jego zakup i transport był prawdopodobnie jedną z poważniejszych inwestycji. Dookoła plaży betonowe bloki tworzą falochron, który pozwala małym i dużym pływać bez przeszkód, ale może też być prawdziwą męczarnią w upalny dzień. Plaża ma u mnie duży plus za infrastrukturę: leżaki i parasole do wynajęcia, kompleks toalet i przebieralni z natryskiem, a także sklepiki i hotelowe restauracje. Jest również boisko do siatkówki plażowej i dmuchany park rozrywki rozstawiony na wodzie.  Leżąc na plaży, porozglądajcie się uważnie po zboczach gór dookoła – wodospady są w tym krajobrazie tak naturalne, jak smażalnie ryb na Helu.

praia-da-calheta

Prazeres

Prazeres Quinta Pedagogica

Do największej atrakcji,  wsi położonej w głębi lądu trafiliśmy dzięki naszemu apetytowi. Zbaczając na chwilę z obranej trasy, w poszukiwaniu rekomendowanej restauracji, trafiliśmy do sennego Prazeres. Podczas obiadu, właścicielka restauracji poleciła nam świetny ocet winny z marakują, produkowany w miejscowym ogrodzie botanicznym.

Prazeres

Postanowiliśmy zatrzymać się tam na małe zakupy. Mieszkańcy zaczęli gromadzić się przy wiejskim kościele, za którym skrywało się najbardziej naturalne mini zoo i ogród, jakie miałam okazję odwiedzić. Zapłaciliśmy symboliczne 2Euro i wsiąknęliśmy na trzy godziny.

Prazeres Quinta Pedagogica

Dziki ogród „Quinta Pedagogica Prazeres„ to działająca charytatywnie organizacja, nauczająca o rolnictwie i hodowli. To miejsce przeniosło mnie pamięcią do błogich chwil dzieciństwa. Koty ocierały się o stopy, kiedy szłam wąskim chodnikiem otoczonym jabłoniami, czereśniami i morzem polnych kwiatów. Posłuszny labrador, strażnik tego przybytku, z niechęcią otwierał oczy, ale ufnie machał ogonem. Spośród krzaków hortensji i bugenwilli, co chwilę wystawał naprędce sklecony strach na wróble. W powietrzu unosił się oszałamiający zapach ziół, hodowanych w małym ogródku. Wszystko wydawało się w tym świecie na swoim miejscu. Organizacja prowadzi również herbaciarnię, serwującą własne mieszanki ziół.  Wracając, wydaliśmy małą fortunę na produkowaną tu oliwę, ocet, marmolady i miody.

Prazeres Quinta Pedagogica

Prezeres Quinta Pedagogica

Prazeres Quinta Pedagogica

Prazeres Quinta PedagogicaPrazeres Quinta Pedagogica

Prazeres Quinta Pedagogica

Prazeres Quinta Pedagogica

Jardim do Mar

Jardim do Mar

Do Jardim do Mar dotarliśmy o najlepszej porze – tuż przed zachodem słońca. Dobrze utrzymany  i zagospodarowany bulwar, ciągnący się wzdłuż oceanu pełni w miasteczku rolę głównego deptaka i skupia życie miejscowych (niewiele ponad 200 mieszkańców). Tuż nad bulwarem wzniesiono rząd białych domów, do których prowadzą ukryte w murach schodki. Część z budynków wyróżnia się nowoczesnymi konstrukcjami, przeszklonymi powierzchniami i ekologicznymi rozwiązaniami w dopływie prądu czy wody. Słowo „harmonia” najlepiej określa to miejsce. W kawiarni na nadbrzeżu, w towarzystwie randkujących par, wypijamy ostatnią kawę.  I gapimy się – na ptaki wracające z łowów, na tarasowe pola uprawne, tworzące niezwykłą mozaikę i na dzikie fale odbijające się od grubych falochronów. Pobyt w tym miejscu to najlepsza pigułka szczęścia. Wiedzą to również doświadczeni surferzy, którzy w Jardim do Mar stworzyli swoją bazę.

Jardim do Mar Madeira

Jardim do Mar Madeira

Powrót do hotelu przy zapadającym zmierzchu okazał się sprawny i przyjemny. Nad brzegiem oceanu biegnie trasa szybkiego ruchu, z której dobrze oznaczone zjazdy prowadzą do poszczególnych miasteczek. Dodatkową frajdę sprawiają przejazdy przez nowoczesne tunele wykute w majestatycznych wzniesieniach. Sytuacja wygląda troszeczkę inaczej, gdy zboczycie z głównych dróg…  Zapraszam już teraz na kolejną wycieczkę.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *