inspiracje podróżne
Leave a comment

Rok 2018 w podróży

Przede wszystkim był to rok wyrzeczeń. Minimalizowanie potrzeb życiowych w celu maksymalizacji doznań podróżniczych. I bardzo zaskoczyło mnie to, z jak wielu rzeczy bez problemu i żalu mogę natychmiast zrezygnować.

W tym podróżniczym roku nauczyłam się również odpuszczać, nie planować, dać sobie okazję na szwendanie się bez większego celu. W końcu zaakceptowałam swój brak chęci do uprawiania ekshibicjonistycznej turystki – wolę zachowywać pewne przemyślenia na później lub wyłącznie dla siebie, nie umiem obnażać się z przypadkowymi, kolorowymi obrazkami i huraoptymistycznymi relacjami. Uważam, że każde odwiedzane miejsce zasługuje na refleksję głębszą niż „mega”. A na to potrzeba czasu.

To był naprawdę wyjątkowy rok, a większość pomysłów na podróż zrodziła się w głowach najbliższych mi ludzi i odbyła się w ich towarzystwie, więc doceniam ten czas podwójnie. Jednak w poniższych wspomnieniach podróżniczych jest jedno miasto, które mnie zachwyciło, zadziwiło, rozkochało w sobie i sprawia, że tęsknię jak pies i wyję do księżyca, żeby pojechać tam jak najszybciej.

STYCZEŃ – CAMBRIDGE

Podobno styczeń to najtrudniejszy miesiąc w roku. Ciężkie, ołowiane chmury wiszą nad okutanymi w ciepłe czapki głowami, wszyscy są spłukani po świętach, a noworoczne postanowienia zatruwają umysł już od pierwszych dni roku. Panaceum na te bolączki może być tylko jedno – kolejna podróż! Świadoma, niskobudżetowa ucieczka w inne rejony świata. Dlatego, mimo przejmującego, wilgotnego angielskiego chłodu, Cambridge okazało się idealną odskocznią. Wieczorny stout wypijany w towarzystwie studentów z całego świata, w wypchanych po brzegi pubach podnosił poziom endorfin. Uwielbiałam zgadywać po akcencie skąd pochodzi całe to kolorowe towarzystwo. Historyczne mury uczelni pobudzały wyobraźnię. Podobnie jak ciekawostki o jej znamienitych absolwentach, opowiadane przez zaangażowanych sterników na łódkach przepływających wolno między kamiennymi mostkami rzeki Cam (tzw. punting). Siedząc pod kocem w szkocką kratę i z gorącą herbatą w dłoni, oczami wyobraźni widziałam Zadie Smith czytającą książkę w imponującym parku, Isaaca Newtona mierzącego prędkość dźwięku w krużgankach Trinity College i Stephena Hawkinga, pochłoniętego badaniami nad czarną dziurą. Studencka brać to spiritus movens tego miasteczka. Przebiegają między XIII wiecznymi murami w kapciach, wlokąc za sobą worki na pranie, odpalają skręty w wąskich kamiennych uliczkach, pędzą jak na złamanie karku stylowymi rowerami (oczywiście bez czapek i szalików). Rower to zdecydowanie najlepszy środek lokomocji w tym osobliwym mieście, ale piesze zwiedzanie miasta pozwoliło nam odkryć inne ciekawe miejsca – np. Fitzwilliam Museum z wystawą prac Degas’a i cichy ogród botaniczny (choć nie był to sezon ukwieconych dywanów, cieplarnie i palmiarnie przyjemnie rozgrzały i zaskoczyły imponującymi zbiorami). Były też długie posiadówki w kościołach, w których obecnie działają kawiarnie, zakupy na lokalnym targu (co za sery produkuje ten naród!), poszukiwania najładniejszego koloru drzwi i prawdziwy gwóźdź programu – obłędna kolacja w Jamie’s Italian. Warto tam zajrzeć (koniecznie z rezerwacją) choćby dla najlepszego negroni jakie piłam, niesamowitego wnętrza z witrażami i dla atmosfery żywcem wyjętej z gwarnej włoskiej trattorii. Oj tak, to doświadczenie bardzo umocniło moją więź z Cambridge.

Planuję wrócić tam wiosną, zalec na soczyście zielonym trawniku z ciasteczkami imbirowymi i „Białym Kłem” w oryginale, a przede wszystkim pobiec do Biblioteki Uniwersyteckiej Trinity College, która w swoich zbiorach przechowuje prawdziwy skarb –  rękopis „Kubusia Puchatka”. 

cambridge_jamies_italian_anglia_uk_great_britain_camridge_university_trinity_college

cambridge_anglia_england_trinity_college_uk_britain_fitzwilliam_museum_cathedral_cam_river


LUTY – RZYM

Jeśli podczas wyjazdu w tak nieprzyjaznym miesiącu jak luty, nie rozstaję się z ciemnymi okularami i piję zimne Nastro Azzurro przy kawiarnianym stoliku zalanym słońcem, oznacza to tylko jedno. RAJ! A dokładnie własny raj na Zatybrzu. W pięknej kamienicy ze skrzypiącymi schodami, ciasnym podwórkiem, śniadaniami, z dobrą kawą i rozprawami z właścicielką o wyższości cytryn na drzewach (to ja) nad łatami śniegu (to ona). Rzym puściutki, jak na to miasto wiecznie najeżdżane przez turystów, monumentalny, wieczorami rozśpiewany i gwarny. Chciałam zboczyć z utartych ścieżek, dlatego pierwsze kroki skierowaliśmy do Testaccio. Tam po raz pierwszy mogłam poczuć jak naprawdę żyje się w Wiecznym Mieście. Z dala od selfie przy fontannie di Trevi i tłumów na Schodach Hiszpańskich, które okupując każdy stopień kompletnie ignorują największy zabytek tuż za plecami. Przyglądałam się matkom czekającym przed szkołą na swoje brozowookie dzieci, wypiłam kawę obok pary eleganckich staruszków w caffe Barberini, dowiedziałam się gdzie znajdę prawdziwe zimowe puntarelle z sardelami i cytryną, a na końcu pożywiłam się godziwie na najlepszym targu Rzymu. Tak właśnie chcę podróżować. Wtapiać się w oddalone od centrum dzielnice, poznawać miasto na skalę mikro, grzać się w słońcu na niepozornych placykach. Na szczęście w Rzymie mam jeszcze mnóstwo takich miejsc do odkrycia.

Rzym poleca się również w poniższych tekstach:

Mercato Testaccio – najlepszy rzymski street food! 

Spacerownik rzymski

roma+rome_rzym_włochy_italy_testaccio_orange_garden_colloseum_piazza_navona_campo_de_fiori_di_trevi

rome_colloseum_rzym_włochy_koloseum


KWIECIEŃ – CAPRI, NEAPOL, SORRENTO

Capri

Ten rok nacieszył oczy najpiękniejszymi widokami na ziemi. Jeśli na tym etapie doświadczeń podróżniczych miałabym wybrać miejsce obezwładniające pięknem, to bezapelacyjnie wygrywa Capri. Te wszystkie nieziemskie zdjęcia, które przeglądam od lat, przecudnej urody pocztówki widywane w różnych domach, niezwykłe ujęcia wyspy w „Pogardzie” i „Wszystko zaczęło się w Neapolu”.  Na żywo jest jeszcze piękniej. Zaczyna się już na etapie morskiej wycieczki z maleńkiego portu, tuż za Sorrento. Motorówka przecina ciemne tafle wody, za plecami zielone, tarasowe gaje cytrynowe i kolorowe kamieniczki oblewane przez morze. Przede mną majaczy wyspa, na początku podróży biała plamka, po kilkunastu minutach imponująca, dumna, skalista piękność. Po wyjściu na ląd uderza wyspiarski gwar, który tak uwielbiam. Niestety tutaj w wydaniu bardzo turystycznym, dlatego absolutnie zabraniam Wam odwiedzać Capri od maja do września! Jestem pewna, że zadeptani przez mało wrażliwych, azjatyckich turystów kompletnie zignorujecie urodę tej wyspy. Druga wskazówka – im wyżej, tym piękniej i autentyczniej. Kiedy na horyzoncie pojawiają się pojedyncze niedobitki z aparatami i plecakami, idźcie dalej. Aż uderzy Was cisza i spokój białych, eleganckich wilii obsypanych kwiatami glicynii, żółtych okiennic przycienionych palmami i zielonych stoków obsadzonych gigantycznymi kaktusami i agawami. Może będziecie mieli tyle szczęścia co my i traficie do małej restauracyjki zawieszonej na skale, gdzie podadzą Wam kieliszek zimnej falanghiny i najlepszą sałatkę Capri pod słońcem. Uszczypnijcie się wtedy tak jak ja. Ta wyspa naprawdę istnieje.

neapol_capri_wyspy_włoskie_kampania_campagna_co_zobaczyć_na_capro_anacapri

capri_włochy_amalfi_sorrento_neapol_italia_italy_amali_coast_wyspy_włoskieNeapol

Neapol to jedna wielka nie oczywistość. Nic w tym mieście nie jest jednoznaczne, a zdefiniowany wydaje się być wyłącznie hałas. Każdy wie jak się drzeć do sąsiada z balkonu, ile decybeli wydobyć podczas rozmowy przez telefon i jak głośno powinien ryczeć silnik zdezelowanego skutera. I właśnie dlatego to miasto jest najbardziej pełnokrwistym tworem jaki kiedykolwiek widziałam. Tu życie toczy się na ulicy – via Toledo zalana kolorowym tłumem, ale ciężko nazwać tę aktywność spacerem. Większość mieszkańców stoi w dużych, rodzinnych skupiskach, wszyscy jednocześnie gestykulują, opowiadają, wybuchają śmiechem. Potrafią tak tkwić całymi godzinami, wyskakują tylko po kawałek pizzy lub lody. Jednak wcale się im nie dziwię – jedna noc w neapolitańskiej kamienicy z oknami od strony podwórka i czuję wyraźny niedobór witaminy D. Architektura miasta jest fascynująca – ciasne i ciemne uliczki Quartieri Spagnoli, zdobne kamienice ze zniszczonymi frontami, wyrastające nagle pałace i zamki, zachwycające kościoły na każdym rogu, zawalone rupieciami balkony. Ilość bodźców przyprawia o zawrót głowy! Czułam tam nieustanne podniecenie i ciekawość, które tłumiły czujność – tak zalecaną w Neapolu. Po raz kolejny tracę głowę dla miasta nieoczywiście pięknego i pociągającego.

neapol_napoli_naples_kampania|_campagna_sorrento_circumvesuviana_via_toledo_piazza_publiscito_włochy_italy

Sorrento

Rozklekotana Circumvesuviana wiozła nas powoli z Neapolu w kierunku Costiera Amalfitana. Myli się każdy, kto myśli, że godzinna przejażdżka do Sorrento odsłoni przed podróżnym piękne widoki na nieodległe wyspy, cytrynowe gaje i domki na klifach. Pociąg staje często na małych, odrapanych stacjach ukrytych na tyłach nieciekawych bloków. Miejscowi w codziennej tułaczce z pracy i do pracy. Nic specjalnego, można się nawet znudzić i wyciągnąć z torby książkę. I nagle wysiadamy w czarującym, niepospolitym i eleganckim miasteczku, w którym nikt się śpieszy, kawę pija się w kościele i  bez żadnego przymusu wspina na szczyty, żeby jeszcze głośniej wzdychać. Glicynie nad głowami, pomarańcze i cytryny w każdym ogródku, gigantyczne kalie rosnące w rowach jak pospolite chwasty. I kto mi powie, że to nie jest naród wybrany? Marina Grande, Piazza Tasso, Stare Miasto i obowiązkowe zakupy na Corso Italia (do tej pory rozcieram z palcach sorrentyńskie peperocnini). Dalej spacer po antycznych łaźniach, gapienie się na Wezuwiusz i proste, bliskie absolutu gnocchi alla sorrentina. Tylko w takich miejscach marzę, by choć na jeden dzień zostać milionerką i spać w hotelu z najdroższym widokiem, a śniadanie zaczynać od najlepszego spumante. Potem przypinam sobie, że nie lubię bąbelków i wolę salwy śmiechu nad szklaneczkami z domowym rosso. 

sorrento_naples_neapol_amalfi_kampania_włochy_marina_frande_piazza_tasso_wezuwusz_termy_łaźnie

MAJ – MAJORKA

Wyspa zalana strugami deszczu, ogromne krople odbijały się głucho od liści palmowych przysłaniających tarasowe okno. Myślałam, że ośmiornica po galicyjsku i gorzkawe papryczki padron najlepiej smakują w słońcu. Otóż okazuje się, że stół zastawiony lokalnymi tapasami i regularne napełnianie kieliszków domowym winem to moja ulubiona forma spędzania deszczowych dni. Łaskawe słońce dwa dni później, pozwoliło zobaczyć turkusy południowych zatoczek, niesamowitą, ascetyczną architekturę białych willi zawieszonych na skałach lub tonących w uporządkowanych ogrodach. W myślach chwaliłam samą siebie za wybór Cala d’Or na naszą bazę. Śniadania w ukwieconym ogrodzie, leniwe lektury na złotym piasku, spacery do mariny i kojąca przedsezonowa cisza. Wyprawa w głąb wyspy zaowocowała zdumieniem nad „perfekcjonizmem” w budowaniu infrastruktury (tak, to zdecydowanie niemiecka wyspa) i zachwytem nad małymi miasteczkami, których szczęśliwi mieszkańcy mogą pochwalić się jednocześnie domem w górach i dystansem 15 km do skalistych plażyczek. Nie dziwi mnie upodobanie celebrytów do nieruchomości w tych stronach. Deia, Soller, Fornaltux, Bunyola to diamenciki, architektoniczne błyskotki z nieziemskimi widokami. Valdemossa unurzana w gajach pomarańczowych, zakochałam się w jej kamiennych domach, estetycznych pensjonatach i kawiarniach z widokiem na góry. Dwa dni w Palmie, dwa dni kulinarnej rozpusty, prawdziwa hiszpańska fiesta. Trasa zwiedzania miasta biegła od jednego targu, na którymi pochłanialiśmy boquerones i kanapeczki z kawiorem, do kolejnego, na lampkę riojy i płatki intensywnej jamon iberico. Strasznie spodobało mi się to miasto, w którym w końcu poczułam hiszpański temperament, gwar ulicy, pulsujące życie. Idealny balans po kilku dniach wyciszenia na południu wyspy. 

mallorca_maiorca_cala_dor_spain_hiszpania_majorka_sa_calabra

mallorca_majorka_hiszpania_spain_fornaltux_arta_bunyola_valdemossa_baleary_sa_colobra


WRZESIEŃ – KRETA

Na samą myśl powrotu na wakacje w to samo miejsce, przeraziłam się, że to starość. A chwilę później, niesieni wizją wielkiej rodzinno – przyjacielskiej eskapady, kupowaliśmy bilety lotnicze do Chanii. Niemożliwe nie istnieje. Udało nam się zorganizować idealne wakacje, choć każdy przylatywał/odlatywał do innego miejsca na globie, w różne dni, o zupełnie innej porze. To był wyjazd cudownych, długich obiadów, przeradzających się w kolacje, w ulubionej malej tawernie nad brzegiem morza. Równie długich rozmów o tym co się wydarzyło, kiedy każdy z nas zajęty był własnym życiem. Wyjazd sekretów powierzanych w morzu, daleko od brzegu i łączącego jeszcze mocniej, dryfowania brzuchem do góry w pełnym słońcu. Tegoroczny pobyt na Krecie utwierdził mnie w przekonaniu, że jeśli kiedykolwiek moja niespokojna dusza zechce osiąść gdzieś na stałe, ta wyspa będzie pierwszym wyborem. Gdzie indziej znajdę przyjaciół, którzy potrafią mądrze i z otwartą głową rozmawiać o ruchach pro-choice, prawach kobiet, zmianach klimatycznych i schyłku liberalnej demokracji? Kreteńczyków, Greków (!), którzy głośno mówią, o tym ile dobrego ich wyspie przyniosło panowanie Imperium Osmańskiego? A na deser podadzą własny miód z kremowym jogurtem i oprowadzą po swoim biodynamicznym ogrodzie z widokiem na Morze Egejskie. W tym roku odkryłam również Kretę górską, interior wiosek, do których wije się wąski asfalt i było do odkrycie rewolucyjne. Jak silna musi być miłość do własnej wsi, że pozwala stworzyć sieć maleńkich fundacji turystycznych, schowanych w kamiennych domkach pod krzakami bugenwilli? Fundacji, które promują, zapraszają, zbierają fundusze na szkołę, bibliotekę, tawernę i małe kino? Jak inaczej żyje się w wioskach, które wspierają twórczych mieszkańców, budują im pracownię, pomagają sprzedawać rękodzieło. Przepis na sukces to zaangażowani autochtoni, biblioteka pod gołym niebem, kafenion na małym placyku i przykładanie wagi do estetyki życia. A może to wszystko to po prostu zasługa niewyczerpanego słońca?

crete_kreta_greece_dicover_greece_greek_islads_wyspy_greckie_grecja_ellada_chania

ellada_greece_grecja_kreta_crete_kriti_vamos_volos_greek_islands_greek_mountains

kreta_crete_greece_grecja_chania_vamos_volos_xania_greckie_wyspy

 

O Krecie przeczytacie więcej tutaj:

Ulubione plaże mieszkańców Krety

Loutro i Kreta jakiej nie znacie

Kuchnia i produkty Krety

Monastyr Agia Triada- magiczne miejsce Krety

PAŹDZIERNIK – PARYŻ

O żadnym innym mieście nie usłyszałam wcześniej tylu sprzecznych opinii. Od zachwytów nad atmosferą bohemy po srogie skargi na powszechny bajzel i francuską butę. I chyba dlatego leciałam do Paryża bez żadnych oczekiwań i większego planu. Już pierwszego dnia dołączyłam do pierwszej grupy opiniodawców. Nic nie może się równać z wieczornym spacerem nad brzegiem Sekwany, z powolnym chłonięciem atmosfery miasta pośród wesołych grupek ludzi w każdym wieku, skupionych wokół paru butelek rosé. Kolejki przed piekarniami, kolejki do małych kwiaciarni zlokalizowanych na każdym rogu, kolejki do księgarni i do najlepszych, choć niepozornych bistro. W takich ogonkach mogę spędzać życie. Paryż pachnący pieczonymi kasztanami, miasto parków z krzesełkami przy fontannach, stolica ignorowania durnego zakazu pt. „szanuj zieleń”, ustawionego na zielonych łatach. Leżenie na trawie wydaje się tu być sportem narodowym. Zjadłam kultowego tatara z frytkami, gapiłam się na wieżę Eiffla z pozycji horyzontalnej, wypiłam tanie i dobre wino na dachu paryskiej kamienicy. Piękne klisze, zamierzam te wątki powtarzać przy każdej kolejnej wizycie w Paryżu. Do szczęścia zabrakło mi jedynie naprawdę dobrej kawy. Jednak przede wszystkim podczas 30 kilometrowych paryskich spacerów, w myślałam o moich przyjaciołach i kompanach podróży. Nienapuszonych ambitnymi planami, potrafiących pogodzić życzenia każdego z nas, elastycznych, otwartych i całkowicie aprobujących wizje „gdzie/co dziś jemy?”. Piękna symbioza. Takiej sobie życzę na kolejne dekady w podróży.

paris_paryż_francja_france_parislife_sekwana_parki_paryża_kawiarnie_paryskie
paryż_paris_francja_muzeum_ives_saint_laurent_skłodowska_curie_uniwersytet_paryż_sorbona

wieża_eiffla_paryż_tokyo_palace_parki_paryża_sorbona_skłodowska_curie_francja

POSTANOWIENIE NOWOROCZNE I WAŻNE PYTANIA O PRZYSZŁOŚĆ

Pierwszy raz w życiu wyznaczyłam sobie noworoczny cel i od razu bardzo ambitny. Szczególnie dla kogoś, kto stworzył to miejsce, aby opisywać kolejne podróże i otwierać przed Wami świat. Jednak bardzo leży mi na sercu obecna sytuacja naszej planety i natury, do której mam wręcz nabożny stosunek. Odczuwam fizyczny ból, kiedy czytam kolejne doniesienia na temat tragicznego (i tym razem nie jest to fake news!) stanu naszych zasobów naturalnych i bardzo niestabilnej przyszłości planety Ziemia. W tej sytuacji uważam, że każdy z nas musi poczynić pewne kroki, zrewidować czasem bardzo egoistyczne potrzeby i przede wszystkim edukować się w temacie ekologii, ekonomii i praw natury rządzących naszym światem. Wiedza to władza i głęboko wierzę w to, że odpowiednia dawka rzetelnej naukowej wiedzy pozwoli nam wszystkim poczuć się bardziej odpowiedzialnymi za współczesny świat. 

W tym wpisie bardzo lakonicznie wspomnę o zjawisku, które otrzymało już własną nazwę w wielu krajach i zaczyna stawać się stylem życia, a ja odczułam jego wpływ na własnej skórze właśnie w roku, który powyżej dla Was opisałam. 

liegschaamte (Holandia)

 flygskam (Szwecja)

Flugscham (Niemcy)

fly shame/fly guilt 

czyli poczucie winy spowodowane lataniem (w języku polskim określenie jeszcze słabo funkcjonuje i nie ma swojego odpowiednika) to uczucie towarzyszące kolejnej wycieczce samolotowej. Wiąże się ono ze świadomością jak wielkim obciążeniem dla naszego środowiska jest ten sektor transportu. Planuję pociągnąć ten temat w kolejnych wpisach, teraz jedynie wszem i wobec deklaruję, że bardzo chciałabym w tym roku odbyć maksymalnie dwie podróże samolotem. A Was pozostawiam z otwartym pytaniem:

„A co jeśli musielibyście traktować podróż samolotem jak święto, jednorazowe, wyjątkowe wydarzenie, na które oczekujecie w napięciu i podnieceniu przez cały rok?” A może to ja odkrywam Amerykę, a dla Was to po prostu normalny stan rzeczy?

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *